poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Toruńskie pierniczki


"Dla Torunia tym jest piernik, czym dla statku dobry sternik"

Kiedyś pierniki były symbolem dobrobytu i wysokiego statusu społecznego. Dziś przede wszystkim kojarzą się z Toruniem. Od wielu, wielu lat rozsławiają to piękne miasto w Polsce i w Europie. Tradycja wypieku tych korzennych ciasteczek jest prawie tak długa jak historia samego Torunia. 
W Muzeum Piernika można zgłębić tajniki wiedzy piernikarskiej i samodzielnie upiec piernika za pomocą tradycyjnych narzędzi i drewnianych form. W zrekonstruowanej XVI-wiecznej kuchni możemy przenieść się w czasie i zobaczyć, jak kiedyś odbywała się produkcja znanego, toruńskiego wypieku. Oprócz tego w podziemiach Domu Kopernika poznamy miejsce pracy mistrza piernikarskiego, a także zobaczymy wystawę form piernikowych.




Będąc w Toruniu niestety nie skorzystałam z tak atrakcyjnych okazji. Niecałe dwa dni to zdecydowanie za mało, żeby w pełni nacieszyć się wszystkimi znanymi miejscami. Wyjechałam trochę z niedosytem, że nie poznałam wszystkiego, co warte jest zobaczenia i doświadczenia. W niedalekiej przyszłości na pewno nadrobię tą stratę. 
Oczywiście jak każdy, kto przyjeżdża z wizytą do miasta Kopernika wróciłam z paczką pysznych, toruńskich wypieków. Wchodząc do sklepu z zamiarem kupna pierników dla siebie i dla rodziców miałam ciężki orzech do zgryzienia, bowiem ilość oferowanych ciastek przekroczyła moje oczekiwania. Było tyle smaków, kształtów i kolorów, że nie mogłam przez długi czas zdecydować jakie pierniki byłyby najlepsze dla naszej trójki. Na pewno wszystkie były pyszne, ale ostatecznie wybrałam jagodowe, różane i marcepanowe. Z marcepanowych najbardziej ucieszyła się mama. Jest jego wielką miłośniczką. Mimo, że nie przepadam aż tak bardzo za smakiem marcepanu, to również podzieliłam jej entuzjazm.










W moim domu piernik to rarytas. Tata piecze go głównie na święta albo inne, ważne rodzinne okazje. Gdy zbliżało się Boże Narodzenie mama zawsze kupowała w sklepie sporą ilość pierników z mleczną lub z gorzką czekoladą. Opakowania szybko były przeze mnie opróżniane - głównie te z mleczną polewą. Wszyscy w mojej rodzinie przepadają za tym wypiekiem, ale ja jestem jego największą fanką.
Po krótkiej wizycie w stolicy piernika postanowiłam, że sama takie upiekę. Odbiegłam trochę od tradycyjnej receptury, ale podstawowych składników jak przyprawy korzenne czy miód nie zabrakło. Specjalnie z tej okazji kupiłam foremki do wycinania ciasta. Miałam nie lada frajdę formułując z ciasta księżyc albo gwiazdkę. Przyjemny zapach cynamonu unoszącego się w powietrzu od razu przywołał obraz z dzieciństwa, jak tata z wielką pieczołowitością łączył wszystkie składniki i z równie wielką uwagą przyglądał się w okienko piekarnika sprawdzając, czy wszystko przebiegało pomyślnie. Ja również patrzyłam z dumą jak moje małe pierniki stawały się coraz większe i puszyste. Świąteczny klimat zawitał do mojego domu latem. Każda pora roku według mnie nadaje się jest do tego, by upiec pyszne, korzenne ciastka.



W internecie trafiłam na najstarszy i najbardziej znany przepis na piernik toruński:

Weź miodu praśnego ile chcesz, włóż do naczynia, wlej do niego gorzałki mocnej sporo i wody, smaż powoli szumując, aż będzie gęsty, wlej do niecki, przydaj imbieru białego, gwoździków, cynamonu, gałek, kubebów, kardamonu, hanyżu nietłuczonego, skórek cytrynowych drobno krajanych, cukru ileć się będzie zdało, wszystko z gruba przetłukłszy, wsyp do miodu gorącego, miarkując żeby niezbyt było, zmieszaj, a jak miód ostygnie, że jeno letni będzie, wsyp mąki żytniej ile potrzeba, umieszaj, niech tak stoi nakryto, aż dobrze wystygnie, potym wyłóż na stół, gnieć jak najmocniej, przydając mąki ile potrzeba, potym nakładź cykaty krajanej albo skórek cytrynowych w cukrze smażonych, znowu przegnieć i zaraz formuj pierniki, wielkie według upodobania porobiwszy, możesz znowu po wierzchu tu i owdzie wtykać cykatę krajaną, do wierzchu pozyngowawszy piwem kłaść do pieca i wyjąwszy je jak się przepieką, znowu je zyngować miodem z piwem smażonym i znowu po wsadzeniu do pieca.

Składniki:

- 2 szklanki mąki
- 2 łyżki miodu
- 3/4 szklanki cukru
- 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
-1/2 torebki przyprawy do piernika
- 1 łyżka masła
- 1 średnie jajko ( plus 1 jajko do smarowania pierników)
- około 1/3 szklanki lekko ciepłego mleka
- 1 łyżeczka kakao (dla koloru)


Mąkę przesiać na stolnicę, wlać rozpuszczony gorący miód i wymieszać za pomocą noża. Ciągle siekając, dodawać cukier, sodę, przyprawę i kakao, a gdy masa lekko przestygnie - masło i jedno jajko.

Dolewając stopniowo po jednej łyżce mleka zagniatać ręką ciasto aż będzie średnio twarde i gęste. W konsystencji musi przypominać kruche ciasto (dlatego ostrożnie z dodawaniem mleka, możliwe, że nie wykorzystamy całego mleka, bo wtedy masa może wyjść za rzadka). Dokładnie wyrabiać ręką przez około 10 minut, aż będzie gładkie.

Na posypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto na placek o grubości maksymalnie 1 cm. Foremkami wykrajać z ciasta pierniczki, złączyć resztki ciasta w kulkę, ponownie rozwałkować i wyciąć pierniczki. Smarować rozmąconym jajkiem i układać na blaszce wyłożonym papierem do pieczenia w odstępach około 2-3 cm (pierniki podczas upieczenia rosną i mogą się skleić).

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 10-15 minut. Nie należy zbyt długo piec pierniczków, ponieważ staną się suche i mogą nie zmięknąć. Pierniczki wyjmujemy z piekarnika, gdy są miękkie. Twarde pierniczki przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku przez 1-4 tygodnie.

Ważne!

Im grubsze pierniczki tym lepiej miękną. Cienko rozwałkowane pierniczki są chrupiące i mogą już nie zmięknąć.

Podczas rozwałkowywania ciasta lepiej nie podsypywać bardzo dużo mąki, aby nie zrobiło się za twarde. Ciasto nie powinno się kleić, więc pewna ilość mąki będzie potrzebna. Jeśli ciasto wyjdzie za rzadkie, pierniczki mogą się rozchodzić podczas pieczenia i nie trzymać kształtu.

Smacznego piernika!





piątek, 6 czerwca 2014

Poznańska pyra

Muszę powiedzieć, że przerwa była długa. Za długa... Wiele czynników się na to złożyło. Bijąc się w pierś przyznam, że wśród nich znalazł się m.in. brak organizacji. Sporo się działo, a ja nie potrafiłam tego poukładać i po prostu usiąść przed komputerem sklejając słowo po słowie. Czas tak szybko przelatywał między palcami, iż nie spostrzegłam, że od ostatniego wpisu minęło ponad pół roku. Wróciliśmy z nowymi pomysłami i z nowymi chęciami doskonalenia warsztatu fotografii kulinarnej. 

Podczas mojej przerwy zastanawiałam się, co mogłoby choć trochę wyróżnić Odrobinę Smaku spośród tysiąca kulinarnych blogów (nie zdawałam sobie sprawy, że stały się one AŻ tak popularne...). Większość pomysłów już zostało zrealizowanych, więc zadanie było mocno utrudnione. Kuchnia świata to oklepany temat. Nie ma w nim ani grama oryginalności, ale jest to szeroki temat, dzięki któremu mogę dowiedzieć się sporo o tradycjach kulinarnych w różnych regionach Polski a także i świata. Chcę, żeby ten blog stał się skarbnicą wiedzy na temat zwyczajów kulinarnych. Za mojego mentora w tej dziedzinie wyznaczyłam sobie Pana Makłowicza. Jego program bardzo mnie wciąga. Gdy jest tylko taka możliwość, w niedzielne poranki razem z rodzicami zasiadam przed telewizorem włączając program drugi i z przyjemnością poznaję, nie tylko potrawy z różnych zakątków świata, ale również miejsca z których one pochodzą. Urok osobisty, wiedza prowadzącego oraz krasomówstwo (bo Makłowicz wielkim i sympatycznym mówcą jest) skłoniły mnie do stworzenia z własnej kuchni coś w stylu portalu przenoszącego w miejsca w których nie mieliśmy okazji być.

Pierwszym takim zakątkiem będzie jednak miasto dość dobrze mi znane. Mieszkałam i studiowałam tam dwa lata, próbując swoich sił wpierw na kulturoznawstwie a potem na polonistyce. Dobrze wspominam ten czas, choć pierwsze miesiące były ciężkie. Miasto wydawało się wielkie i głośne. Teraz, gdy tam nie mieszkam tęsknię za tym pełnym życia miejscem, dającym człowiekowi wiele możliwości do rozwoju. Kulinarnie też potrafi człowieka zadowolić. Są tam restauracje, puby i kawiarnie w których można smacznie zjeść, napić się czegoś mocniejszego lub rozkoszować się smakiem pysznych deserów, jednocześnie ciesząc oko przytulnym, ciekawym wnętrzem. Do moich ulubionych miejsc należą: Ptasie Radio, Emma, Czekolada, Dubliner Irish Pub (dla studentów jak znalazł: dobre piwo - czasem ze zniżką, dobre drinki oraz jedzenie i wiele darmowych koncertów), Green Way (idealne dla wegetarian), Sakana (serwują pyszne sushi, krewetki i kalmary w tempurze - niestety w tym miejscu bywało się rzadko...) oraz kawiarnia U Przyjaciół.



Nie miałam nigdy okazji zjeść ani nawet zobaczyć typowo poznańskiej potrawy. Wiodąc kiedyś studencki tryb życia, skupiałam się przeważnie na tym, by po prostu coś zjeść. Kultura dań regionalnych w tamtym czasie jeszcze mnie nie interesowała. A Poznaniacy mogą się pochwalić dość dużą gamą potraw.
Jakiś czas temu, przez przypadek trafiłam na książkę 365 obiadów poznańskich babci Moniki zawierającą (jak sama nazwa wskazuje) przepisy kulinarne prosto z Wielkopolski. A z czego słynie poznańska kuchnia? Dziś to mogło ulec zmianie, biorąc pod uwagę różnorodność jaką proponuje nam współczesność, ale kiedyś ziemniaki odgrywały najważniejszą rolę w pożywieniu poznaniaków. Nie zmienia to jednak faktu, że tzw. pyra jest nieomal symbolem Poznania (stąd czasami na stolicę Wielkopolski mówi się żartobliwie Pyrlandia, a na jej mieszkańców  "poznańska pyra").



Te, niegdyś dziwne dla ludzi bulwy sprowadzone zostały z Peru, a w Polsce słyszano o nich w XV wieku. Popularność zdobyły dopiero za czasów Sasów. Dziś w Polsce hoduje się ponad sto odmian ziemniaków.
Jak wiadomo, z ziemniaków można zrobić przeróżne potrawy, są też doskonałym dodatkiem do obiadu, choć osobiście wolę je w roli głównej niż drugoplanowej. W Poznaniu między innymi z ziemniaków robi się różnego rodzaju zupy. Ich nazwy są dość zabawne, np. biedazupka, czy rumpuć. Nie wydaje mi się, żeby były znane nawet wśród Poznaniaków, ale na pewno niejedna osoba słyszała o gziku z pyrami. Jadłam to bardzo, bardzo dawno temu i zapomniałam już jak smakują młode ziemniaczki z serkiem twarogowym z cebulką, więc postanowiłam przypomnieć sobie ten smak. Prosta rzecz, a jaka dobra!




Gzik z pyrami


Składniki:

7 większych ziemniaków
50 dag twarogu półtłustego
pęczek cebulki z zielonymi pędami (dymka)
5 dag masła
15 dag śmietany
sól i pieprz
szczypior


Pyry gotować w mundurkach (przed gotowaniem dokładnie je wyczyścić). Włożyć do gotującej się nieosolonej wody. Pyrki gotować do miękkości. Biały ser twarogowy rozkruszyć. Cebulkę oczyścić, drobno pokroić wraz z zielonymi pędami i wsypać do twarogu. Następnie dolać śmietanę, masło, sól i pieprz do smaku i dokładnie wszystko wymieszać. Po zakończeniu wszystkich czynności gzik posypać szczypiorkiem i podawać z ugotowanymi ziemniakami.

Smacznego!









poniedziałek, 30 grudnia 2013

Kremowy barszczyk

Już po Świętach, więc z moim barszczem się trochę spóźniłam. Ale okres po-świąteczny jeszcze trwa i trwać trochę będzie, bo przed nami Sylwester i Nowy Rok, a wraz z nimi imprezy, a jak imprezy to też i jedzenie : ) A taki barszczyk może być dobrą propozycją na szampańską noc.

O tym jak długi może być okres przed i po świąteczny przekonałam się w swojej pracy. Łudziłam się, że ludzie w tym czasie będą siedzieć w domach sprzątając i gotując albo będą biegać po centrach handlowych w poszukiwaniu prezentów, a po Świętach dadzą swoim żołądkom odpocząć. Zdziwiłam się, gy okazało się, że frekwencja klientów była tak duża jak w okresie wakacyjnym. Z jednej strony radość, bo interes się kręci, a z drugiej zmęczenie, bo i w pracy się narobiłam plus musiałam dużo rzeczy szykować na Święta. Z niecierpliwością czekałam na moment kiedy usiadę z całą rodziną przy wigilijnym stole i tym razem ja będę rozpieszczać swoje kubki smakowe pysznościami zrobionymi przez moje ciotki i tatę.

Oczywiście wśród 12 potraw (jak na tradycję przystało) nie zabrakło barszczu z uszkami. Moja wersja jest troszkę inna. Przede wszystkim zrobiłam zupę krem z buraków doprawioną sosem chrzanowym. Na pewno jest bardziej syta, ale smakuje podobnie jak tradycyjny barszcz czerwony. Doskonale komponuje się z krokietami, które (robione przez mojego tatę) na Święta cieszą się największą popularnością. Ich obecnośc jest obowiązkowa! Tak samo nie wyobrażam sobie Wigilii bez pysznych pierogów z kapustą i grzybami (a to specjalność mojej najmłodszej cioci). Zwykle nie jadam tego rodzaju pierogów, bo za bardzo za nimi nie przepadam, ale w tym szczególnym dniu bardzo mi smakują. Karp również zajmuje czołowe miejsce w naszym menu. Jestem wielką smakoszką ryb, a karpia jemy tylko na Święta i Sylwestra, więc staram się nacieszyć tym smakiem. Inne standardowe potrawy też były, ale zawsze szczególne miejsca zajmują wyżej wymienione. Jak co roku musiałam porządnie najeść się ciastami i słodyczami. Mama zawsze nakupuje ich tyle, że przez dwa miesiące starcza. Słodycze, ciasta zawsze mnie cieszyły - to jedyne co zostało z uroków dzieciństwa, bo świątecznej magii w tym roku za bardzo nie czułam. Kiedyś największą atrakcją były dla mnie prezenty, teraz bardziej cieszę się z tego, że z całą rodziną możemy pobiesiadować - jeść i pić do woli ; )


Wesołych Świąt nie życzyłam, ale za to życzę Szczęśliwego Nowego Roku! Samych życiowych pyszności!


Kremowy barszczyk

Składniki

4 buraki
1 cebula
2 duże marchewki
2 ziemniaki
majeranek
2 łyżki masła
4 łyżeczki bulionu warzywnego
30g świeżego chrzanu lub 1-2 łyżki tartego
1 łyżeczka soku z cytryny
100g kremówki
sól i pieprz

Warzywa obrać. Buraki pokroić w grube plastry, a następnie w kostkę. Marchewki oraz ziemniaki umyć i również pociąć w kostkę. Cebulę drobno posiekać. W garnku lub w rondlu rozgrzać masło. Wrzucić pokrojone buraki, ziemniaki, marchewki i posiekaną cebulę.

Warzywa dusić przez 2-3 minuty, od czasu do czasu mieszając. Do podduszonych warzyw wlać ok. 1l wody, po czym połączyć z bulionem. Następnie gotować ok. 20 minut do czasu, aż warzywa staną się miękkie.

Kremówkę ubić. Świeży chrzan obrać i zetrzeć na tarce o małych oczkach. Natychmiast skropić go sokiem z cytryny, by zbyt szybko nie ściemniał. Doprawić do smaku solą oraz pieprzem.

Zupę miksować blenderem do czasu uzyskania gładkiego kremu. Barszczyk doprawić solą i pieprzem. Serwować z dodatkiem 1 łyżeczki kremu chrzanowego. Przed podaniem zupę posypać odrobiną majeranku.

Smacznego!






poniedziałek, 16 grudnia 2013

Spaghetti bolognese

Świątecznej propozycji jeszcze nie przygotowałam, ale niedługo na blogu zawita wygilijna potrawa.
Od sławnych blogowiczek w tej kwestii odbiegać nie będę : ) 

Ta zaś propozycja wyszła bardzo spontanicznie. Zbytnich zapasów w lodówce nie miałam, ale znalazły się te z których zrobiłam danie na które od dawna miałam ochotę. Włoskim klimatom nie umiem powiedzieć dość. Szczególną słabość mam do pomidorów i serów, a tego nie brakuje we włoskiej kuchni, dlatego o długiej przerwie nie ma mowy. 

Kiedyś, gdy nie byłam tak bardzo przywiązana do garnków i patelni nie obchodziło mnie, czy jem coś zdrowego, więc sos do spaghetti zazwyczaj robiłam z torebek. Wiadomo dlaczego - szybciej, a nawet w moim mniemaniu był smaczny. Teraz jak w szafce (zakupy zazwyczaj robią rodzice) zobaczę jakieś fixy i inne torebkowe paskudztwa to włącza się bunt. W kwestii kulinarnej cenię sobie pracę u podstaw, bo jest zdrowiej i smaczniej. 

Sos do tego makaronu nie jest typowo włoski. Oprócz standardowych składników pojawił się sos sojowy i cynamon. Połączenie słodko-słone sprawiło, że spaghetti stało się ciekawsze w smaku. Sos sojowy dzięki temu iż jest słony pozwolił ograniczyć ilość soli. Nie lubię zbyt dużo solić, wolę jak słoności potrawie dają sosy, inne przyprawy lub sery, a parmezanu nie żałowałam...

Oceńcie, czy ta oryginalnośc też wam zasmakuje : )


Spaghetti bolognese


Składniki na 3 porcje

około 250g makaronu (spaghetti lub tagliatelle)
400g pomidorów w puszce
2 łyżki masła
2 ząbki czosnku
szczypta ostrej papryki w proszku 
150 - 200g mielonego mięsa
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
sól i świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka oregano w proszku
mała szczypta cynamonu (opcjonalnie)
2 łyżki oliwy extra vergine
2 łyżki tartego parmezanu lub innego twardego sera (opcjonalnie)



Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. Po ugotowaniu odcedzić, najlepiej wyłowić go łyżką i włożyć bezpośrednio do gotowego sosu. Zachować około 4 - 5 łyżek wody z gotującego się makaronu.

Na patelni rozgrzać masło, dodać drobno starty czosnek i paprykę w proszku. Podsmażyć kilkanaście sekund, włożyć rozdrobnione mięso, sos sojowy, sól (mało) i pieprz, oregano i cynamon. Smażyć mieszając przez około 1 -2 minuty aż zmieni kolor z czerwonego na brązowy.

Dodać pomidory i koncentrat pomidorowy, oliwę i na większym ogniu gotować przez około 1 - 2 minuty. Włożyć ugotowany makaron oraz około 4 łyżek wody z gotującego się makaronu. Wymieszać i podgrzewać przez kilka sekund, odstawić z ognia. Posypać tartym serem. Po odczekaniu minuty sos dodatkowo zgęstnieje.






środa, 27 listopada 2013

Ciasto marchewkowe

Od dawna przymierzałam się do zrobiena ciasta marchewkowego. Ostatnio trochę zaniedbałam działaność na blogu. Może to dlatego, że prawie codziennie gotuję w pracy. Sił nie starcza na gotowanie w domu. Jednak zaczęło mi brakować mojej kuchni, a w szczególności pieczenia. Tęskno mi było za słodkim zapachem ciasta unoszącego się w powietrzu. 

Przez przypadek (a może nie?) znalazłam ciekawe przepisy na ciasta i desery. Właścicielka bloga zorganizowała konkurs na najlepsze zdjęcie kulinarne. Warunek był jeden - wybrać przepis zamieszczony na Jej blogu i z niego przygotować coś słodkiego. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to ciasto marchewkowe. Na zdjęciach wyglądało bardzo smakowicie. Od razu nabrałam chęć na pieczenie i przekonanie się, czy rzeczywiście jest tak smaczny jak wygląda. Przepis fajny, bo prosty i nie wymaga wielu nakładów finansowych. 

Przy pieczeniu jak zwykle byłam bardzo przejęta i poważna. Gdy tylko wyciągnęłam ciasto czułam, że to będzie kulinarny sukces ; ) Ciasto samo w sobie było pyszne, ale dzięki polewie nabrało jeszcze lepszego smaku. Bardzo lubię migdały, więc nie żałowałam ich w moim cieście. Jakaś własna inwencja twórcza musi być. Mała, ale zawsze to coś. 

Do tego ciasta z pewnością będę wielokrotnie wracać. Pokuszę się na stwierdzenie, że to jedno z moich ulubionych, mimo, że jadłam je dopiero drugi raz w życiu.

Do wygrania w konkursie jest książka o której ostatnimi czasy dość głośno w świecie kulinarnym - Moje wypieki i desery Pani Doroty Świątkowskiej. Nic dziwnego. Blog Pani Doroty cieszy się ogromną popularnością, a jej słodkości na niejednej osobie robią wrażenie. Na mnie oczywiście też, stąd mój udział w konkursie. Nawet jeśli nie wygram, to nie obejdę się smakiem, bo z mojego marchewkowego dzieła byłam bardzo dumna! Ale nie tylko z niego byłam zadowolona. Ze zdjęć również. To moje pierwsze, samodzielne fotografie. Mam nadzieję, że całość projektu przypadła do gustu nie tylko mi.


Ciasto marchewkowe

Składniki

3 marchewki
180ml oleju (najlepszy byłby kokosowy ale może być roślinny)
3/4 szklanki cukru brązowego
1/4 szklanki jogurtu greckiego
3 jajka
2 szklanki mąki
3 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
orzechy (opcjonalnie)


Marchewki umyć, obrać i zetrzeć na tarce o małych oczkach. Powinno być jej 2 szklanki (ubitej). W misce zmiksować olej i brązowy cukier, dodać jogurt i miksować około minuty. Dodawać pojedyńczo jajka, cały czas miksując.

W osobnej misce wymieszać suche składniki: mąkę, cynamon, sodę  i szczyptę soli.  Dodawać stopniowo do mokrych składników, mieszając szpatułką, aż do uzyskania jednolitej masy ale niezbyt długo. Dodać marchew i posiekane orzechy – wymieszać.

Wlać ciasto do tortownicy (może być inna forma) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175C,  piec ok. 35 minut (należy sprawdzać patyczkiem).

Jeśli chcecie zrobić polewę należy zmiksować 100g miękkego masła z 100g cukru pudru. Dodać 240g sera śmietankowego oraz 2 łyżki śmietany 30% (opcjonalnie) i wymieszać ręcznie. Masę wstawić do lodówki i po schłodzeniu rozsmarować na przestudzonym cieście.

Życzę smacznego! : ) 







środa, 6 listopada 2013

Zapiekanka ziemniaczana

Po wielu trudach w końcu nowy przepis! Po raz któryś przekonałam się, że rzeczy martwe są złośliwe. A tą złośliwość najczęściej przejawiają wtedy, gdy się popsują w nieodpowiednim momencie. Otóż zarówno mój komputer jak i mojego cichego współpracownika się popsuł... Stąd ta miesięczna przerwa. Na szczęście w takich chwilach znalazła się osoba, która pomogła w powstaniu tego wpisu. Ze sprawnym kompem, ale przede wszystkim ze sprawnym okiem ;) Dziękuję jeszcze raz! Przede wszystkim za cierpliwość, bo wiem, że moje wymagania są czasem zbyt wygurowane. Zazwyczaj mój dziękczynny gest ląduje na talerzu, niestety w tej sytuacji znalazł miejsce tylko tutaj. Na razie to musi wystarczyć. Kiedyś to nadrobimy : )

Podczas tej przerwy dużo myślałam o "polityce" mojego bloga i chcę ją zmienić. Blogów kulinarnych tyle się nazbierało, że trzeba choć trochę się wyróżniać. Już pewne kroki w tym celu zostały postawione. Gdy tylko do domu zawita nowy komputer ostro bierzemy się do roboty! Pan Makłowicz swoją skromną, acz pasjonującą osobą zachęcił mnie do tych zmian. Zwiastun wkrótce.

Przepis ten znów zaczerpnęłam z książki Z miłości do jedzenia. Najlepsze przepisy polskich blogerów (polecam,bo jest w niej wiele ciekawych dań do wypróbowania). Potrzebnych składników do tej zapiekanki jest mało, co mnie - wielbicielkę minimalizmu zachęciło do zrobienia jej. Chciałam, żeby w swej formie mniej przypominała zapiekankę a bardziej tort , ale niestety jak się okazało nie posiadam w kuchni małej tortownicy. Kolejna niezbędna rzecz, który dopisuję na listę. Zachęcam do zrobienia jej właśnie w tortownicy. Na pewno będzie wyglądać ciekawiej i inaczej.

Zapiekanka ta jest typowo włoska. Znajduję się w niej serek ricotta, parmezan i szynka parmeńska. Mam słabość do ich kuchni, dlatego na moim blogu jest dużo przepisów z włoskim akcentem. Dla wielbicieli kuchni południowej będzie w sam raz ; )


Zapiekanka ziemniaczana

Składniki:

3 duże ziemniaki
4 łyżki masła
olej do smażenia
1/2 cebuli
8 plastrów szynki parmeńskiej
250g serka ricotta
3 łyżki startego parmezanu
2 małe jajka
100ml śmietanki kremówki
sól i pieprz do smaku


Ziemniaki obrać i pokroić w plasterki grubości 3-4 mm. Włożyć partiami do gotującej, osolonej wody. Odcedzić po 5 minutach - ziemniaki mają być ugotowane "al dente". Polać je roztopionym masłem.

Na patelni rozgrzać olej, wrzucić drobno posiekaną cebulę i smażyć na złoty kolor. Szynkę pokroić w cienkie paseczki i dodać do cebuli. Zmniejszyć ogień i smażyć jeszcze 5 minut.

W misce wymieszać ser ricotta, 2 łyżki parmezanu, 2 jajka oraz śmietankę kremówkę. Doprawić solą oraz pieprzem.

Połowę cebuli i szynkę przełożyć do masy serowej, a drugą połowę odłożyć na bok. Masę serową podzielić na 3 części.

Dno małej tortownicy wyłożyć plastrami ziemniaków i polać 1/3 masy, następnie ułożyć drugą warstwę ziemniaków tak, żeby nachodziły na siebie i ponownie polać 1/3 masy. Ułożyć ostatnią warstwę ziemniaków, polać pozostałą masą i rozłożyć pozostałą szynkę z cebulą. Na wierzch posypać ostatnią łyżką parmezanu.

Zapiekać 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Wyjąć z tortownicy dopiero po przestygnięciu.











piątek, 4 października 2013

Pasty jajeczne - fistaszki i pieczona pietruszka

Powiada się, że śniadanie to najważniejszy posiłek wciągu dnia. Z tą ogólną prawdą zgadza się moja mama, która nie raz mawiała, że jeśli zjem porządny posiłek z rana i nie będę jadła go w pośpiechu to energii starczy mi nawet na pół dnia. Często lekceważyłam tą radę. Za czasów szkolnych, gdy miałam na wczesną godzinę wolałam dłużej wylegiwać się w łóżku niż szykować sobie śniadanie. Bywało, że nawet kanapek sobie nie robiłam do szkoły, bo czasu mi brakowało. Z lekkim rozbawieniem wspominam sobie tamte czasy patrząc na dzisiejsze moje nastawienie do porannego jedzenia. Na dodatek dziwiąc się samej sobie, że kiedyś nie garnęłam się tak bardzo do kuchni.

Bywają wieczory, że rezygnuję z kolacji albo robię ją dość skromną, ale nie wyobrażam sobie nie zjeść śniadania. Każdy dzień powinno się zacząć od dobrego jedzenia : ) Idąc w końcu za radą mamy staram się, żeby moje śniadania były porządne. Zmiany w pracy zaczynam późnym popołudniem a nawet wieczorami, więc na szczęście mam dużo czasu by przyszykować coś smakowitego bez patrzenia na zegarek. 

W moim osobistym porannym menu dość często goszczą pasy. Zazwyczaj jajeczne lub rybne. Ten przepis zaczerpnęłam z nowej książki kulinarnej Z miłości do jedzenia. Najlepsze przepisy polskich blogerów. Dwie pasty jajeczne o dość nietypowym smaku - jedna z korzeniem pietruszki, a druga z orzeczami ziemnymi. Myślę, że nawet mniejsi entuzjaści owych past będą zadowoleni, bowiem pietruszka i orzechy mają na tyle wyrazisty smak iż są bardziej wyczuwalne od jajek. 
Polecam nie tylko ze względu na oryginalne połączenie smakowe, ale również ze względu na ich pożywność. Po nich ma się energię (może nia na pół dnia) na długi czas : )


Pasty jajeczne - fistaszki i pieczona pietruszka

Składniki:

Pasta "Żółty fistaszek"

5 żółtek jajek ugotowanych na twardo
1 garść orzeczów ziemnych niesolonych
1 łyżeczka oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
1 szczypta soli
1 szczypta tymianku
1 szczypta pieprzu
1 szczypta papryki słodkiej

Pasta "Słodka pani"

2 pietruszki korzeniowe
1 łyżka oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
1 szczypta tymianku
5 białek jajek ugotowanych na twardo
1 szczypta pieprzu
1 szczypta soli
2 łyżki masła


Poprzedniego dnia wieczorem: upiec pietruszkę z odrobiną tymianku na 1 łyżce oleju - na papierze lub w naczyniu żaroodpornym.

Rano: ugotować jajka na twardo, zalać zimną wodą, ostudzić. Następnie obrać, pokroić na pół i oddzielić żółtka od białek.

Pasta "Żółty fistaszek": orzeczki ziemne zmiksować, dodać oleju rzepakowego i szczyptę soli (jeśli używamy orzeszków solonych, nie należy wtedy dodawać soli). Zmiksować na papkę przypominającą krem. Dodać żółtka, tymianek, pieprz, słodką paprykę i ponownie zmiksować.

Pasta "Słodka Pani": zmiksować pietruszkę. Dodać białka, pozostały tymianek, pieprz, sól, 2 łyżki masła, łyżkę oleju rzepakowego i zmiksować na krem. Mogą w nim zostać drobinki pietruszki.